Groteska w literaturze dwudziestolecia międzywojennego na przykładach

0
11
Rate this post

Nawigacja:

Scena otwarcia: pierwsze zetknięcie z groteską

Uczeń otwiera „Ferdydurke”, czyta o trzydziestoletnim Józiu wciśniętym z powrotem do szkolnej ławki i nie wie, czy ma się śmiać, czy raczej współczuć. Kolejne strony tylko pogłębiają to uczucie: uczniowie „upupiani”, dorosły traktowany jak dziecko, absurdalne lekcje polskiego, nauczyciel recytujący kawałki ciała. Niby zabawne, ale pod tym wszystkim czai się coś bardzo nieprzyjemnego.

To właśnie pierwsze, intuicyjne doświadczenie groteski: dezorientacja. Śmiech miesza się z niesmakiem, komizm z lękiem, a w głowie pojawia się pytanie: „co tu się właściwie dzieje?”. Świat przedstawiony działa jak krzywe zwierciadło – rozpoznawalny, ale nienaturalnie powykrzywiany. Zasady logiki zawodzą, funkcje społeczne się mieszają, język zaczyna żyć własnym życiem. Wszystko jest jakby przesadzone, przejaskrawione, zderzone ze sobą bez litości.

W doświadczeniu czytelnika pojawia się więc kilka sygnałów ostrzegawczych:

  • niejednoznaczne emocje (śmiech + dyskomfort),
  • wrażenie „świata na opak”,
  • poczucie, że to, co śmieszne, jednocześnie odsłania coś bolesnego lub przerażającego.

Jeśli podczas lektury utworu z dwudziestolecia międzywojennego pojawia się ten dziwny miks reakcji, jest duża szansa, że ma się do czynienia z groteską, a nie tylko z niewinnym żartem czy prostą satyrą. Ten stan „nie wiem, jak mam to traktować” staje się pierwszym krokiem do świadomej interpretacji.

Groteska – definicja, cechy i korzenie z przełomu wieków

Istota groteski: zderzenie sprzeczności

Groteskę najprościej ująć jako połączenie sprzecznych porządków: tragicznego z komicznym, wzniosłego z pospolitym, piękna z brzydotą, powagi z błazeństwem. Nie chodzi o zwykłe „wplecenie żartu”, lecz o sytuację, w której te sprzeczności działają jednocześnie, wzajemnie się kompromitują i nawzajem odsłaniają swoją śmieszność.

Kluczowe elementy definicji groteski to:

  • deformacja – postaci, świata, ciała, języka; nic nie jest „normalne”, wszystko powykrzywiane jak w krzywym zwierciadle,
  • przejaskrawienie – cechy postaci czy zjawisk zostają doprowadzone do absurdu, aż przestają być realistyczne,
  • łączenie przeciwieństw – patos z wulgarnością, metafizyka z przyziemnością, metafizyka z jarmarkiem, śmierć z błazeństwem,
  • efekt dezorientacji – czytelnik nie ma pewności, czy coś jest „na serio”, czy „na żarty”.

Groteska nie jest więc tylko „dziwnością”. Jest świadomą strategią ukształtowania świata przedstawionego tak, by naruszyć nasze przyzwyczajenia interpretacyjne i zmusić do innego patrzenia na rzeczywistość.

Korzenie groteski: od romantyzmu do modernizmu

Choć groteska kojarzy się silnie z dwudziestoleciem, jej korzenie sięgają dużo dalej. Już romantycy chętnie zestawiali sferę wzniosłą z jarmarczną. Wystarczy przypomnieć „Dziady” Mickiewicza: obok metafizycznego dramatu Konrada pojawia się Guślarz z wiejskiego obrzędu, ludowe strachy, a nawet sceny niemal komiczne. U Słowackiego znajdziemy połączenie tragizmu z błazeństwem (np. w „Kordianie” czy „Beniowskim”) – bohater tragiczny bywa ironicznie podważony.

Modernizm i Młoda Polska (np. Wyspiański, Przybyszewski) intensyfikują nastroje dekadenckie, ale dopiero przełom XIX i XX wieku przynosi prawdziwą eksplozję deformacji: ekspresjonizm, symbolizm, naturalizm z elementami brzydoty, „choroby” i rozkładu. Groteska zaczyna się wtedy łączyć z poczuciem kryzysu cywilizacji, a nie tylko ze swobodną zabawą formą.

Dwudziestolecie międzywojenne dziedziczy więc po romantyzmie skłonność do łączenia patosu z ironią, a po modernizmie – obsesję na punkcie kryzysu kultury. Do tego dochodzi szok po I wojnie światowej i rozwój awangard, które wywracają dotychczasowy model literatury. W efekcie groteska staje się jednym z najpojemniejszych i najbardziej adekwatnych narzędzi opisu świata po katastrofie 1914–1918.

Deformacja ciała, świata i języka

W grotesce ciało często przestaje być naturalne, harmonijne. Pojawiają się motywy:

  • ciała rozczłonkowanego, przerysowanego, obcego (np. w „Ferdydurke” opisy pupy, twarzy, dłoni z osobnym „życiem”),
  • metamorfoz – człowiek staje się zwierzęciem, przedmiotem, maszyną (u Schulza ojciec zmienia się w ptaka, u Witkacego bohaterowie „zbydlęcają się”),
  • manekinów, kukieł, marionetek – postaci tracą indywidualność i „duszę”.

Świat w grotesce również ulega deformacji: przestrzeń może przypominać labirynt, sen, koszmar, miejsce bez stabilnych zasad. Język bohaterów nie opisuje już „obiektywnej” rzeczywistości, lecz sam staje się „materiałem do zabawy” – rozwleka się, powtarza, miesza wysokie rejestry z niskimi. U Witkacego czy Gombrowicza język bywa równocześnie błazeński i filozoficzny.

Deformacja nie jest więc celem samym w sobie, lecz sposobem na pokazanie świata, w którym tradycyjny ład rozpadł się i nie da się go przywrócić zwykłym realistycznym opisem. Groteska przyznaje otwarcie: „rzeczywistość jest tak absurdalna, że jedynie absurdalna forma ma sens”.

Groteska a ironia, satyra, parodia

W interpretacjach szkolnych i akademickich często myli się pojęcia: groteska, ironia, satyra, parodia. Tymczasem działają one inaczej, choć mogą się łączyć.

KategoriaNa czym polegaTon przeważającyPrzykładowa funkcja
IroniaPowiedzenie czegoś odwrotnego niż się myśliChłodny dystans, kpinaOśmieszenie postawy, poglądu
SatyraKrytyka i ośmieszenie wad społecznychKomizm z elementem moralizatorskimNapiętnowanie zjawiska
ParodiaNaśladowanie cudzego stylu w celu jego ośmieszeniaZabawa konwencją, komizmRozbicie autorytetu formy
GroteskaDeformacja, łączenie sprzecznych tonacjiŚmiech + lęk + niesmakUkazanie kryzysu świata, rozchwiania wartości

Groteska może zawierać elementy ironii czy satyry, ale idzie krok dalej: nie tylko krytykuje, lecz także pokazuje świat tak radykalnie przekształcony, że jego sens staje pod znakiem zapytania. W „Ferdydurke” znajdziemy satyrę na szkołę czy ziemiaństwo, ale całość ma znacznie głębszy, egzystencjalny wymiar: człowiek zostaje pokazany jako istota uwięziona w formach, z których nie ma wyjścia.

Groteska jako narzędzie demaskowania kryzysu

W dwudziestoleciu groteska przestaje być „ozdobą” czy ciekawym chwytem. Staje się językiem kryzysu. W zdeformowanych postaciach, absurdalnych dialogach i nierealistycznych wydarzeniach odbija się doświadczenie epoki: wojna światowa, rewolucje, totalitaryzmy, kryzys demokracji, wątpliwości wobec nauki i wiary w postęp.

Mini-wniosek z tej części jest prosty: jeśli tekst sprawia wrażenie „brzydkiego”, wykrzywionego, pełnego sprzecznych tonów, to nie jest to błąd autora, lecz sygnał, że używa on groteski do pokazania świata w stanie rozkładu. To napięcie między śmiesznością a grozą będzie powracać w kolejnych przykładach z literatury dwudziestolecia międzywojennego.

Kontekst dwudziestolecia międzywojennego – dlaczego właśnie wtedy tyle groteski?

Szok po I wojnie światowej i załamanie wiary w postęp

I wojna światowa była pierwszym konfliktem na tak ogromną skalę. Okopy, gaz bojowy, masowa zagłada, miliony ofiar – wszystko to zachwiało wiarą w europejską cywilizację, w rozum, naukę i postęp. Hasła Oświecenia, które obiecywały, że rozwój wiedzy i techniki uczyni ludzi lepszymi, okazały się złudzeniem. Ta sama technika, która miała służyć człowiekowi, stała się narzędziem masowego zabijania.

Dla wielu artystów tradycyjny realizm literacki wydawał się po tej katastrofie nieadekwatny. Jak mówić „na serio” o cywilizowanym świecie, skoro Europa pokazała swoje barbarzyńskie oblicze? Odpowiedzią było odwrócenie dotychczasowej perspektywy: pokazanie świata jako absurdcze, karykatury, koszmaru na jawie. Groteska znakomicie nadawała się do uchwycenia tego wrażenia, że rzeczywistość „zwariowała”.

Narodziny awangard: futuryzm, ekspresjonizm, formizm

Po 1918 roku literatura europejska eksploduje różnymi nurtami awangardowymi: futuryzmem, dadaizmem, surrealizmem, ekspresjonizmem, w Polsce także formizmem czy awangardą krakowską. Każdy z nich na swój sposób uderza w tradycyjny porządek:

  • futuryzm – fascynacja ruchem, maszyną, miastem, szybkością; atak na tradycyjną składnię, interpunkcję, konwencje,
  • dadaizm – prowokacja, absurdalne manifesty, „anty-sztuka”, mieszanie bezładnych słów,
  • ekspresjonizm – krzyk jednostki, deformacja kształtów, hiperbolizacja uczuć, wizje katastroficzne,
  • formizm i awangarda krakowska – koncentracja na konstrukcji dzieła, skrótowości, montażu, zaskakujących zestawieniach.

Choć nie wszystkie te nurty są wprost groteskowe, tworzą klimat akceptacji dla deformacji, eksperymentu i zderzania sprzeczności. Groteska w dramacie Witkacego czy prozie Gombrowicza wyrasta właśnie z tego awangardowego „rozsadzania formy” – skoro wszystko wolno, można też śmiało łączyć sacrum z profanum, filozofię z bełkotem, politykę z jarmarkiem.

Kryzys racjonalizmu i autorytetów

Dwudziestolecie międzywojenne to czas ogromnych napięć politycznych: rosnących totalitaryzmów, rozczarowania demokracją, konfliktów społecznych. Autorytety – religijne, polityczne, naukowe – przestają być niekwestionowane. Człowiek czuje się coraz bardziej zagubiony w świecie ideologii i propagandy.

W takim klimacie poważny ton staje się podejrzany. Deklaracje polityków brzmią jak teatr, kazania religijne – jak puste formuły, patetyczne hasła narodowe – jak klisze. Groteska rozpoznaje tę sztuczność i reaguje, ośmieszając wszystkie ideologie jednocześnie. W „Szewcach” Witkacego rewolucjoniści, arystokraci i przedstawiciele władzy są jednakowo skompromitowani, przerysowani, wrzuceni do jednego groteskowego tygla.

Międzywojenna Polska: od euforii do lęku

Na polskim gruncie kontekst jest szczególnie napięty. Z jednej strony – euforia po odzyskaniu niepodległości, budowanie państwa, kult Piłsudskiego. Z drugiej – ogromne problemy: bieda, bezrobocie, konflikty etniczne, napięcia polityczne, zamach majowy, cenzura. Nad Europą zaczyna wisieć widmo kolejnej wojny, a ideologie totalitarne zyskują rosnące poparcie.

Dla części pisarzy (np. Skamandrytów) świat ten wciąż nadaje się do opisu lirycznego, z lekką ironią i humorem. Dla innych – zwłaszcza twórców z kręgów awangardowych i katastroficznych – jedyną uczciwą odpowiedzią wydaje się perspektywa gwałtownie zdeformowana, pełna czarnego humoru i przerysowanych wizji przyszłości. Groteska idealnie pasuje do tej mieszanki patriotycznego patosu, codziennej nędzy i narastającego niepokoju.

Groteska jako naturalny język epoki

Z tego wszystkiego wynika prosty wniosek: w dwudziestoleciu międzywojennym groteska nie jest literacką modą, lecz odruchem obronnym kultury. Pozwala jednocześnie:

  • zdystansować się wobec zbyt „poważnych” deklaracji politycznych i ideowych,
  • pokazać absurd rzeczywistości po wielkiej wojnie,
  • wyrazić lęk przed masowością, totalitaryzmem, utratą indywidualności,
  • skrytykować wszystkie strony sporu naraz – bez opowiedzenia się po którejkolwiek.
Kobieta czyta płonącą książkę w ciemnym lesie
Źródło: Pexels | Autor: Vika Glitter

Groteska u Witolda Gombrowicza – „Ferdydurke” jako laboratorium form

Uczeń wpatruje się w tablicę, a nauczyciel recytuje z przejęciem definicje, które dawno oderwały się od życia. Wszyscy wiedzą, że to teatr, ale nikt nie przerywa spektaklu. Ta codzienna sytuacja szkolna w „Ferdydurke” zostaje prześwietlona do tego stopnia, że staje się jednocześnie śmieszna i przerażająco prawdziwa.

„Upupienie” i przymus formy jako źródło groteski

W centrum groteski Gombrowicza stoi doświadczenie „upupienia” – sprowadzenia człowieka do roli dziecka, istoty niedojrzałej, nad którą łatwo zapanować. Józio, trzydziestoletni pisarz, zostaje dosłownie „wciągnięty” z powrotem do szkoły, wsadzony w szkolny mundurek, podporządkowany nauczycielom. Mechanizm jest absurdalny, ale intuicyjnie zrozumiały: świat społeczny traktuje jednostkę jak plastelinę, z której lepi wygodne kształty.

Groteskowość rodzi się tu z przesady i dosłowności. To, co zazwyczaj dzieje się ukrycie (wywieranie presji, ocenianie, wtłaczanie w role), zostaje u Gombrowicza wyciągnięte na scenę i ucieleśnione w postaciach czy sytuacjach:

  • profesor Pimko – niby dobrotliwy, a w istocie wszechwładny manipulator, który „widzi w Józiu ucznia”, więc nim go czyni,
  • szkoła – przestrzeń, gdzie każdy gest jest kontrolowany, każdy przejaw indywidualności natychmiast oswajany i wyśmiewany,
  • język nauczycieli – przepełniony pustymi frazesami, deklamowany jak zaklęcia, które mają nadać sens bezsensownym rytuałom.

Mechanizm, który w życiu codziennym bywa subtelny, Gombrowicz pokazuje jak w krzywym zwierciadle: dorośli zamieniają się w dzieci, dzieci stają się karykaturami dorosłych, a każda próba wyrwania się z roli tylko jeszcze bardziej ją utrwala. Mini-wniosek: groteska u Gombrowicza nie jest dodatkiem do fabuły, lecz samą istotą opowieści o niewoli form.

Scena lekcji polskiego – parodia i koszmar w jednym

Scena z lekcją języka polskiego, w której uczniowie omawiają wiersz Słowackiego, należy do najbardziej znanych przykładów groteski w polskiej prozie. Uczniowie powtarzają wyuczone na pamięć komunały, a profesor kontroluje nie tylko treść wypowiedzi, ale nawet ich ton i mimikę. Wszelkie spontaniczne skojarzenia są tłumione, liczy się jedynie prawidłowa forma.

Opis tej lekcji balansuje między farsą a horrorem. Błazeńskie pytania i odpowiedzi, sztuczne pochwały, nadęty styl nauczyciela – to wszystko śmieszy. Jednocześnie scena przypomina koszmar, w którym język zostaje całkowicie oderwany od doświadczenia, a człowiek sprowadzony do roli głośnika cudzych sądów. Gombrowicz pokazuje, że „wielka tradycja narodowa” może stać się narzędziem zniewolenia, gdy zamieni się ją w fetysz.

W tej scenie spotykają się więc:

  • parodia szkolnego nauczania literatury,
  • satyra na narodową mitologię i kult romantyzmu,
  • groteska, która nadaje całości wymiar koszmaru społecznego – świat przestaje być zrozumiały i bezpieczny.

Groteskowa cielesność: „gęba”, „pupa”, „łydka”

W „Ferdydurke” ciało nie jest neutralne. Staje się polem walki o godność i narzędziem przemocy symbolicznej. Gombrowicz sprowadza wielkie dylematy filozoficzne do „niskich” części ciała, przez co uzyskuje efekt komiczny, ale i demaskatorski.

Trzy kluczowe motywy cielesne mają charakter wyraźnie groteskowy:

  1. „Gęba” – maska, którą nakładają na nas inni, zestaw min, słów, póz. „Gęba” jest śmieszna (to tylko twarz z odpowiednio ustawionymi kącikami ust), ale jednocześnie przerażająca, bo niemal niemożliwa do zdjęcia.
  2. „Pupa” – symbol infantylizacji, uczynienia kogoś bezbronnym. Wydawałoby się, że to tylko złośliwy żart językowy, tymczasem Gombrowicz pokazuje, jak mocno można zranić, „upupiając” kogoś w rozmowie czy w roli społecznej.
  3. „Łydka” – obiekt pożądania, ale też rekwizyt w teatrze społecznych póz. Zmysłowość zostaje rozbita na fragmenty ciała, wyeksponowane przesadnie, aż do granic śmieszności.

Przez pryzmat tych motywów widać, że groteska cielesna jest u Gombrowicza sposobem na zburzenie patosu. Zamiast „duszy narodu” – łydka pensjonarki; zamiast „lubego dzieciństwa” – pupa; zamiast „godności osobistej” – gęba. Śmiejemy się, ale w tym śmiechu wyczuwalny jest lęk przed tym, jak bardzo nasze życie zależy od cudzych spojrzeń.

Dwór i mieszczaństwo – groteska polskiej „normalności”

W dalszych częściach powieści Józio trafia najpierw do ziemiańskiego dworku, potem do mieszczańskiego domu. Na pierwszy rzut oka to powrót do tradycyjnych dekoracji literackich: salon, obiad, konwenanse, rodzinne rozmowy. Gombrowicz używa jednak tych motywów, by zbudować kolejne piętro groteski.

W dworku obserwujemy:

  • karykaturalną tradycję – gospodarze mówią o „starych polskich cnotach”, ale ich zachowania są płytkie i konwencjonalne,
  • parodystyczne sceny zalotów – namiętność udaje się tylko na zawołanie, gdy „wypada”; autentyczne emocje są zagłuszane przez formę,
  • teatralność relacji rodzinnych – każdy odgrywa rolę pana domu, pani domu, córki, gościa; nikt nie jest sobą.

Podobnie w mieszczańskim domu Młodziaków pozorna nowoczesność i postępowość przeradzają się w groteskową pozę. Rodzice deklarują „wolność obyczajową”, ale przy pierwszej poważniejszej próbie ich liberalizm pęka jak bańka mydlana. Mini-wniosek: groteska obnaża tu fałsz polskich mitów – zarówno szlacheckiego, jak i mieszczańskiego. W obu przypadkach człowiek dusi się w formach, które miały go uszlachetnić.

Bruno Schulz – groteskowa mitologizacja codzienności

Wyobraźmy sobie małe miasteczko, w którym każdy dzień wygląda podobnie: sklep, ulica, sąsiedzi, plotki. Schulz przygląda się takiej zwyczajności i stopniowo dokręca śrubę, aż wszystko zaczyna przypominać sen, w którym znajome rzeczy rosną, kurczą się, mutują, a ludzie przemieniają się w zwierzęta czy przedmioty.

Ojciec jako ptak, kupiec, prorok – jedna postać, wiele masek

Centralną figurą „Sklepów cynamonowych” i „Sanatorium pod Klepsydrą” jest ojciec. Zwykły sklepikarz, Żyd z prowincjonalnego miasteczka, zostaje w wyobraźni narratora przemieniony w istotę o niemal boskich, a zarazem groteskowych możliwościach. Schulz stopniowo rozsadza granice realizmu:

  • ojciec prowadzi eksperymenty z ptactwem, identyfikuje się z nim, aż w końcu sam zaczyna się „upodobniać” do ptaka – gestami, zachowaniem, mową,
  • jego monologi przypominają kazania proroka – pełne patosu, wizji, dziwnych mitów, ale jednocześnie osadzone w ciasnej przestrzeni sklepu z tkaninami,
  • w niektórych scenach zdaje się dosłownie tracić ludzką postać, stając się owadem, stworzeniem pełzającym, bezradnym wobec „praw materii”.

Efekt jest dwojaki. Z jednej strony postać ojca budzi śmiech – jego ekscentryczne zachowania, szaleńcze teorie, nieprzystawalność do mieszczańskiego porządku. Z drugiej – niesie w sobie tragizm jednostki, która nie mieści się w schemacie „rozsądnego obywatela” i ucieka w fantazję. Groteska u Schulza łączy więc degradację z apoteozą: kupiec z prowincji staje się karykaturą demiurga.

Miasto jako labirynt, sklep jako kosmos

Schulz deformuje nie tylko postaci, ale i przestrzeń. Znane z autopsji miasteczko (często odczytywane jako Drohobycz) przestaje być zwykłym punktem na mapie. W „Sklepach cynamonowych” wędrówka nocnymi ulicami zamienia się w wyprawę przez nieskończony labirynt, w którym perspektywy nagle się załamują, ulice wydłużają, a domy zdają się oddychać.

Podobnie sklep ojca – miejsce z pozoru banalne – zostaje rozbudowane w metafizyczny kosmos. Tkaniny, szuflady, pudła, manekiny tworzą osobny świat, z własnymi prawami. Z perspektywy chłopca-narratora:

  • każda półka może prowadzić do innej „epoki” czy „mitologii”,
  • przedmioty wydają się mieć swoje sekrety, historię, kaprysy,
  • codzienna praca handlowa miesza się z rytuałem, niemal religijnym misterium.

Ta deformacja przestrzeni budzi podwójne uczucie: oczarowania i niepokoju. Z jednej strony zwyczajność zostaje „zaczarowana”, z drugiej – świat traci stabilność, wszystko może się w każdej chwili zmienić w coś innego. Mini-wniosek: groteska Schulza nie tyle szydzi z rzeczywistości, ile odsłania jej ukrytą niestabilność, płynność i podatność na fantazję.

Manekiny, kukły, materia – odczłowieczenie czy nowe życie?

W wielu opowiadaniach Schulza pojawia się obsesyjny motyw manekinów i materii. Ojciec wygłasza całe tyrady o „twórczej sile materii”, która domaga się nowych form. Manekiny w sklepie przestają być tylko wystawowymi kukłami – zyskują niemal żywe rysy, stają się rywalkami ludzi.

To jeden z najbardziej groteskowych wątków Schulza:

  • granica między żywym a martwym zaciera się – manekiny zdają się spoglądać, uczestniczyć w życiu rodziny,
  • ludzkie ciało bywa uprzedmiotowione – traktowane jak kolejny „materiał do formowania”,
  • w tle pobrzmiewa lęk przed odczłowieczeniem w świecie masowej produkcji, standaryzacji i towarów.

Groteska bierze się tu z ambiwalencji: czy materia „ożywająca” w manekinach to triumf twórczości, czy raczej znak klęski człowieka, który oddaje swoje miejsce rzeczom? Schulz nie daje prostych odpowiedzi. W tej niejednoznaczności tkwi siła jego wizji.

Język jako „tkanina” – barokowy nadmiar i dziecięca perspektywa

W przeciwieństwie do chłodnego, ostrego stylu Gombrowicza, język Schulza jest gęsty, metaforyczny, barokowo rozrośnięty. To także element groteski. Zdania pęcznieją od porównań, nagromadzeń, powtórzeń, jakby autor chciał za wszelką cenę uchwycić nadmiar doznań i skojarzeń.

Ta stylistyczna przesada działa na kilku poziomach:

  • rozsadza realistyczny opis – trudno uwierzyć, że chodzi „tylko” o małe miasteczko; język nieustannie przerasta swój przedmiot,
  • łączy ton poważny z dziecinnym – patetyczne metafory sąsiadują z naiwnymi obserwacjami chłopca,
  • miesza sacrum i profanum – obrazy quasi-religijne pojawiają się obok opisów brudu, kurzu, codziennych rupieci.

Rezultat to specyficzna odmiana groteski – nie krzykliwej i agresywnej, jak u Witkacego, lecz miękkiej, onirycznej, podszytej melancholią. Świat Schulza nie jest kabaretem, lecz sennym jarmarkiem, w którym rzeczywistość i fantazja nieustannie się przenikają.

Witkacy – katastrofa w krzywym zwierciadle groteski

W małej sali teatralnej aktor krzyczy do widowni o rewolucji, sensie życia, Bogu, a za chwilę tańczy w idiotycznym układzie choreograficznym i rzuca rubasznymi żartami. Publiczność nie wie, czy ma się śmiać, czy czuć dyskomfort. Tak właśnie działa dramat groteskowy Witkacego.

„Szewcy” – rewolucja jako groteskowy spektakl

„Szewcy” to dramat, w którym na jednej scenie spotykają się arystokraci, proletariat, rewolucjoniści, dyktatorzy i tajemnicze „dziwne moce”. Witkacy pokazuje rewolucję jako serię coraz bardziej absurdalnych przewrotów – każda kolejna władza powtarza błędy poprzedniej, tyle że w jeszcze bardziej przerysowanej formie.

Groteskowość dramatu widoczna jest na kilku płaszczyznach:

Postaci „przedobrzone” – bohater jako marionetka idei

Wyobraźmy sobie ucznia, który szykuje się na klasówkę z „Szewców”. Próbuje rozpisać bohaterów jak w tradycyjnym dramacie: główny, poboczni, pozytywny, negatywny. Po kilkunastu minutach orientuje się, że każdy z nich zachowuje się jak ktoś na granicy szaleństwa – raz patetyczny, raz żałośnie śmieszny, raz groźny, a za chwilę kompletnie bezradny.

U Witkacego postaci są celowo „przedobrzone” – przerysowane do granic rozpoznawalności. To nie psychologiczne portrety, tylko marionetki idei, które stale zmieniają maski:

  • arystokraci mówią językiem napuszonym, pełnym archaizmów, ale co chwila wymsknie im się wulgarny, uliczny żart,
  • rewolucjoniści deklarują fanatyczne przywiązanie do „sprawy”, po czym kłócą się jak dzieci o przywileje i tytuły,
  • szewcy – symbol klasy pracującej – raz brzmią jak poważni politycy, a raz jak komiczne figury z kabaretu.

Ta niekonsekwencja jest zamierzona. Pokazuje, że za głośnymi hasłami stoją ludzie słabi, śmieszni, niewolnicy własnych kompleksów. Groteska obniża rangę każdej ideologii do poziomu kłótni w podmiejskim barze. Z punktu widzenia widza czy czytelnika rodzi się podwójna reakcja: rozbawienie i niepokój, bo rozpoznajemy w tych karykaturach własne społeczne spory.

Język rozbity na kawałki – miks patosu, żargonu i bełkotu

W sytuacji szkolnej to właśnie język „Szewców” najczęściej sprawia kłopot. Uczeń spodziewa się podniosłych tyrad o ojczyźnie albo suchych politycznych dyskusji, a dostaje dialog, w którym podniosłe formuły nagle rozbijają się o banalne powiedzonka, a czasem zwyczajny słowny chaos.

Witkacy konstruuje mowę bohaterów jak językowy kolaż:

  • zestawia styl wysoki z brutalnym żargonem ulicy,
  • wplata neologizmy, zlepki wyrazów, hybrydy językowe,
  • celowo „psuje” składnię, by wywołać efekt rozpadania się sensu.

Kiedy dygnitarz wygłasza przemówienie, zaczyna niczym mówca sejmowy, po czym osuwa się w słowotok przywodzący na myśl pijacki monolog, z powtórzeniami i pustymi sloganami. Publiczność słyszy echo znajomych klisz: „dobro narodu”, „porządek społeczny”, „historyczna konieczność”, ale w groteskowym kontekście brzmią one jak reklamy, którym nikt już nie ufa. Mini-wniosek: rozpad języka w dramacie ma oddać rozpad wspólnego sensu – komunikujemy się, ale nie rozumiemy.

Scena jako jarmark ideologii i popkultury

Wyobrażenie typowego przedstawienia historycznego dramatu: realistyczne kostiumy, powaga, dekoracje epoki. U Witkacego te oczekiwania zostają rozbite. Na scenie mieszają się rekwizyty z różnych czasów, a poważne sceny polityczne sąsiadują z numerami niemal kabaretowymi.

Przestrzeń teatralna staje się jarmarkiem idei:

  • obok sztandarów i portretów wodzów pojawiają się karykaturalne uniformy czy groteskowo „nowoczesne” dekoracje,
  • sceny zbiorowe przypominają chwilami parodię defilady – marsze, okrzyki, choreografia granicząca z farsą,
  • wszystko odbywa się jak w przedstawieniu, które samo z siebie się kompromituje, bo nikt już nie wierzy w jego „wielką misję”.

Efekt teatralnego przeładowania – nadmiar bodźców, krzyk, ekspresja – wywołuje zmęczenie i śmiech. To nie jest „czysty” komizm; to raczej wrażenie, że świat społeczny stał się przedłużeniem estrady. Polityka, religia, rewolucja – wszystko jest spektaklem. Groteska demaskuje tu mechanizm późniejszej „polityki medialnej”: ważne staje się widowisko, nie treść.

Katastrofizm i śmiech – kiedy koniec świata jest farsą

Przykład z codzienności: ktoś śledzi wiadomości i raz za razem słyszy o „końcu demokracji”, „upadku cywilizacji”, „epokowym przełomie”. Po paru latach takie alarmy przestają robić wrażenie – brzmią jak kolejna odsłona tego samego widowiska. U Witkacego mechanizm jest podobny, tylko podkręcony artystycznie.

„Szewcy” są przesiąknięci katastrofizmem – przeczuciem nadciągającego końca dotychczasowego porządku, zaniku indywidualizmu, triumfu zmechanizowanej, zuniformizowanej masy. Zarazem jednak ten koniec świata wygląda jak farsowy spektakl:

  • katastrofalne wizje wygłaszane są przez bohaterów, którzy sami nie wzbudzają zaufania,
  • moment „zwycięstwa rewolucji” przypomina karykaturę święta narodowego, z okrzykami, które trudno brać na poważnie,
  • zamiast wzniosłego finału dostajemy wrażenie bałaganu, w którym wszystko miesza się ze wszystkim.

Śmiech, który towarzyszy lekturze czy spektaklowi, nie przynosi ulgi. To śmiech podszyty lękiem, że w tej farsie jest sporo prawdy o nowoczesnym świecie. Groteska katastroficzna u Witkacego nie ma widza uspokoić, lecz zmusić do poczucia dyskomfortu: jeśli koniec świata przypomina kiepski kabaret, to może już w nim siedzimy, nawet jeśli jeszcze tego nie zauważamy.

Funkcje groteski w dwudziestoleciu – bunt, demaskacja, ucieczka

Wyobraźmy sobie trzy pokoje w jednym mieszkaniu. W pierwszym Gombrowicz żongluje „pupą” i „gębą”, w drugim Schulz zasypuje ściany manekinami, w trzecim Witkacy przerabia salon na scenę rewolucyjnego kabaretu. Trzy zupełnie różne wnętrza, a jednak w każdym z nich groteska pełni kilka wspólnych ról.

Rozbijanie patosu – antypomnikowa wizja człowieka i narodu

W latach po odzyskaniu niepodległości narosło wiele oficjalnych mitów: bohatera-żołnierza, bohaterskiego narodu, wielkiej historii. Młodsi pisarze reagują na ten pomnikowy styl alergicznie. Groteska staje się sposobem, by „oswoić” patos śmiechem.

Widać to w różnych ujęciach:

  • u Gombrowicza – parodia „wzniosłych” gestów i tematów (łydka zamiast duszy, pupa zamiast godności),
  • u Schulza – mitologizacja codzienności zamiast mitologii narodowej; boskie cechy otrzymuje ekscentryczny ojciec, nie bohater z pomnika,
  • u Witkacego – wielkie słowa o rewolucji i dziejowej misji brzmią jak błazeńskie tyrady.

Taki zabieg nie oznacza cynizmu wobec wszystkiego. Raczej przesuwa środek ciężkości z wielkich narracji na jednostkowe doświadczenie. Człowiek nie jest już „obiektem kultu” – jest kimś śmiesznym, uwikłanym w formy, lęki i kompleksy. Groteska pomaga zdjąć mu z ramion nienaturalnie ciężki płaszcz patosu.

Demaskowanie form społecznych – szkoła, rodzina, ideologia

W praktyce szkolnej wiele analiz ogranicza się do stwierdzenia: „groteska ośmiesza rzeczywistość”. W dwudziestoleciu to „ośmieszenie” ma bardzo konkretny kierunek: uderza w sztywne formy społeczne, które zamiast pomagać – krępują.

Najwyraźniej widać to w trzech obszarach:

  • szkoła i wychowanie – u Gombrowicza szkolne „upiększanie młodości” okazuje się tresurą; formułki i rytuały przykrywają realny lęk i przemoc symboliczną,
  • rodzina i mieszczaństwo – u Schulza codzienna rutyna domu i sklepu zostaje rozsadzone przez fantazję; w szczelinach między obowiązkiem a marzeniem rodzi się dziwność, która obnaża sztuczność wielu „porządnych” zachowań,
  • państwo i ideologie – u Witkacego każda władza, bez względu na barwy, zaczyna mówić podobnym pustym językiem; rewolucja i kontrrewolucja stają się wymiennymi dekoracjami.

W ten sposób groteska przyjmuje rolę narzędzia krytycznego. Rozśmieszając, wskazuje, że pewne instytucje i języki bardziej służą podtrzymaniu pozorów niż realnej wolności jednostki. Śmiech nie jest tylko reakcją na absurd; jest też formą oporu.

Ucieczka w fantazję – groteska jako alternatywny porządek

Wyobrażenie ucznia znudzonego podręcznikową historią polityczną: daty, traktaty, nazwiska. Po lekturze Schulza czy Gombrowicza może poczuć, że ważniejsze od „wielkich wydarzeń” są osobiste doświadczenia, lęki, obsesje. Groteska otwiera drzwi do świata, w którym fantazja staje się równorzędnym porządkiem wobec „realności”.

Każdy z omawianych autorów tworzy własną strategię takiej ucieczki:

  • Gombrowicz deformuje obyczajowy realizm, aby pokazać, że życie społeczne jest „teatrem form”; realne są reakcje ciała – wstyd, fascynacja, zażenowanie – nie abstrakcyjne slogany,
  • Schulz przetwarza prowincjonalne miasteczko w labirynt mitów – codzienny spacer staje się wyprawą w nieznane, a rodzinny sklep kosmosem materii,
  • Witkacy rozsadza tradycyjny dramat, tworząc „teatr formy czystej”, gdzie logika psychologiczna ustępuje miejsca logice wizji i zderzeń.

W tym sensie groteska jest paradoksalnie projektem pozytywnym: nie tylko krytykuje istniejący porządek, ale proponuje alternatywny sposób widzenia. Świat może być płynny, sprzeczny, nielogiczny – i właśnie dzięki temu bardziej prawdziwy wobec doświadczenia człowieka epoki kryzysów.

Napięcie między śmiechem a lękiem – emocjonalny podpis epoki

Gdy licealista po raz pierwszy czyta „Ferdydurke” czy „Sklepy cynamonowe”, często reaguje śmiechem: absurdalne sceny, dziwne porównania, przerysowani bohaterowie. Z kolejnymi stronami pojawia się jednak coś jeszcze – wrażenie niepokoju, że w tym śmiechu zawiera się przeczucie czegoś mrocznego i niestabilnego.

Groteska dwudziestolecia opiera się właśnie na tym szczególnym splocie emocji:

  • śmiech wynika z rozpoznania przesady, karykatury, deformacji,
  • lęk – z poczucia, że deformacja odsłania ukrytą prawdę: o przemocy form, pustce ideologii, kruchości jednostki.

Ten podwójny efekt emocjonalny jest jednym z wyznaczników epoki. Świat po I wojnie światowej, w cieniu nadchodzącej kolejnej katastrofy, nie daje się opowiedzieć ani w tonie czystej ironii, ani w tonie poważnego realizmu. Groteska staje się językiem zawieszenia – między śmiechem a przerażeniem, między wiarą w sens a poczuciem jego rozpadu. Dzięki temu właśnie literatura dwudziestolecia międzywojennego, choć zakorzeniona w swojej epoce, zaskakująco dobrze rezonuje z doświadczeniem współczesnego czytelnika.

Najczęściej zadawane pytania (FAQ)

Co to jest groteska w literaturze i jak ją najprościej rozpoznać?

Wyobraź sobie, że czytasz scenę, przy której jednocześnie chce ci się śmiać i masz lekkiego moralniaka: „czy wypada się z tego śmiać?”. Postaci są przerysowane, sytuacje absurdalne, język skacze od patosu do głupkowatych żartów. To pierwszy sygnał, że zamiast zwykłego humoru wchodzisz w obszar groteski.

Groteska polega na celowym zderzaniu sprzeczności: tragizmu z komizmem, wzniosłości z pospolitością, piękna z brzydotą. Świat działa jak krzywe zwierciadło – rozpoznajesz go, ale wszystko jest powykrzywiane, przejaskrawione, a na końcu zostajesz z pytaniem: „to było na serio czy dla żartu?”. Ten stan dezorientacji jest jej najbardziej charakterystycznym znakiem.

Jakie są najważniejsze cechy groteski w literaturze dwudziestolecia międzywojennego?

Uczeń czyta „Ferdydurke” czy Schulza i czuje, że coś tu nie gra: dorośli zachowują się jak dzieci, język się „rozłazi”, realność przypomina sen lub koszmar. Właśnie tak działają typowe chwyty groteskowe w prozie dwudziestolecia.

Najczęściej powtarzają się tu:

  • deformacja ciała, świata i języka – nic nie jest „normalne”, postaci stają się jak kukły, przestrzeń jak labirynt, a słowa żyją własnym życiem,
  • przejaskrawienie – cechy bohaterów doprowadzone do absurdu, aż przestają być realistyczne,
  • łączenie przeciwieństw – wzniosłe monologi obok wulgaryzmów, metafizyka obok jarmarku, śmierć w połączeniu z błazeństwem,
  • mieszane emocje czytelnika – śmiech spleciony z niesmakiem, lękiem, poczuciem obcowania z czymś „nie w porządku”.

W dwudziestoleciu groteska staje się narzędziem opisu świata po katastrofie wojny, a nie tylko zabawą formą.

Czym groteska różni się od ironii, satyry i parodii?

Na lekcjach często wszystkie te pojęcia wrzuca się do jednego worka z napisem „śmieszne”. Tymczasem uczucie po lekturze jest inne: po satyrze wiesz, co autor krytykuje, po parodii rozpoznajesz wyśmiewaną konwencję, a po grotesce zostajesz z poczuciem, że cały świat się chwieje.

W skrócie:

  • ironia – mówienie czegoś odwrotnego niż się myśli, chłodna kpina,
  • satyra – ośmiesza konkretne wady społeczne, dość jasno moralizuje,
  • parodia – naśladuje cudzy styl, by go rozbić i ośmieszyć,
  • groteska – deformuje cały świat przedstawiony, miesza tonacje (śmiech + lęk + niesmak), podważa sam sens i stabilność rzeczywistości.

Groteska może zawierać ironię czy satyrę, ale idzie krok dalej: nie tylko krytykuje jakiś fragment rzeczywistości, lecz pokazuje, że całość jest w stanie kryzysu.

Dlaczego w dwudziestoleciu międzywojennym groteska stała się tak popularna?

Po I wojnie światowej wielu ludzi miało wrażenie, że dotychczasowy porządek świata się rozpadł. Okopy, gaz, masowe zbrodnie – wszystko to zabiło wiarę w prostą opowieść o postępie i rozsądku. Realistyczny opis „porządnej codzienności” wydawał się fałszywy.

Pisarze sięgnęli więc po formy, które lepiej oddawały absurd i rozkład: ekspresjonizm, awangardową eksperymentację, a przede wszystkim groteskę. Dzięki niej mogli pokazać, że człowiek żyje w świecie „na opak”, gdzie dawne wartości się kompromitują, a język i instytucje społeczne (szkoła, rodzina, państwo) przestają być wiarygodne. Groteska stała się naturalnym językiem epoki kryzysu.

Jakie przykłady groteski w literaturze dwudziestolecia międzywojennego warto znać na maturę?

Uczeń siada do planu wypracowania i zastanawia się: „co poza Gombrowiczem?”. Kluczowe jest kilka pewniaków, na których można spokojnie oprzeć argumentację o grotesce.

  • Witold Gombrowicz, „Ferdydurke” – groteskowe „upupianie”, deformacja ciała (pupa, gęba), szkoła i dwór ziemiański jako światy na opak, człowiek uwięziony w formie.
  • Stanisław Ignacy Witkiewicz (Witkacy) – dramaty pełne zbydlęcenia postaci, marionetkowości, absurdalnych dialogów, mieszania filozofii z błazeństwem.
  • Bruno Schulz, „Sklepy cynamonowe”, „Sanatorium pod Klepsydrą” – metamorfozy (ojciec-ptak), świat jak sen, intensywna deformacja przestrzeni i czasu.

Do tego można dołożyć wybrane teksty z nurtów awangardowych (np. eksperymenty językowe) jako tło, pokazując, że groteska wpisuje się w szerszy bunt przeciw tradycyjnej formie literackiej.

Jak interpretować groteskę na egzaminie – co koniecznie uwzględnić w odpowiedzi?

Przy analizie groteskowej sceny łatwo utknąć na stwierdzeniu „to jest dziwne i śmieszne”. Egzaminator jednak szuka dalszego kroku: po co autor tak to zdeformował? Co ta „dziwność” odsłania o człowieku i świecie?

W odpowiedzi warto pokazać kilka poziomów:

  • środki – deformacja postaci, świata, języka, przejaskrawienie, łączenie tonów tragicznego i komicznego,
  • efekt na czytelniku – dezorientacja, śmiech połączony z dyskomfortem, poczucie „świata na opak”,
  • sens – jaki kryzys czy zjawisko groteska demaskuje (np. zniewolenie przez formę społeczną, rozpad wartości, absurd nowoczesnej cywilizacji).

Krótki mini-wniosek typu: „groteska nie jest tylko chwytem komicznym, ale sposobem pokazania świata w stanie rozkładu” zwykle ładnie spina całą analizę.

Poprzedni artykułŚląsk, Podhale, Kaszuby: regionalne opowieści, które zainteresowały zagranicznych wydawców
Damian Chmielewski
Historyk literatury, badacz polskiego romantyzmu i pozytywizmu. Na BetaLud przygotowuje teksty o epokach, kontekstach historycznych i ideowych, a także o mniej znanych autorach drugiego planu. W pracy korzysta z archiwaliów, wydań krytycznych i najnowszych opracowań, starając się prostym językiem wyjaśniać złożone zjawiska. Dba o rzetelne datowanie, weryfikację cytatów i źródeł. Interesuje go, jak dawne spory literackie odbijają się w dzisiejszych dyskusjach o tożsamości i pamięci zbiorowej.